Niedziela, jedenasta przed południem, przed pozostałościami budynku.
Teren wokół internatu i hali był zastawiony karetkami i samochodami policyjnymi. Psy policyjne szukały ostatnich ofiar. Stałam przed tym wszystkim razem z szatynem, którego poznałam ostatniej nocy i nic do mnie nie docierało. Widziałam kolejne odjeżdżające karetki. Byłam odcięta od informacji, nie wiedziałam czy Nat żyje czy nie. Dyrektor szkoły cały czas rozmawiał albo z policją, albo z mediami, czy rodzicami uczniów. Był niezły sajgon. Nagle do mnie i bruneta podeszła jakaś kobieta z telewizji.
- Przepraszam, czy mogę zadać kilka pytań?
- Byle szybko - odpowiedział jej chłopak.
- Jestem Emily Hedligh z New York News. Jak się nazywacie?
- Ja jestem Zayn Malik, a ona..
- Nazywam się Raven Wentz.
- Jak to się stało, - zaczęła reporterka - że nie byliście podczas katastrofy w środku?
- Szczęście. - powiedziałam sucho.
- Wiecie, co się dzieje z waszymi przyjaciółmi, którzy zostali ofiarami tego nieszczęścia?
- Niestety odcięto nas od informacji - poinformował mulat.
- Macie jakieś podejrzenia, co do osoby, która podłożyła bombę w budynku internatu?
- Ktoś podłożył bombę?! - Oboje byliśmy mocno tym zszokowani. Po tylu godzinach niewiedzy w końcu otrzymaliśmy jakąś wiadomość. - Nie wiem kto to zrobił, ale nie odpuszczę mu tego. - Dodałam podczas gdy moje wnętrze wypełniała złość i nienawiść.
- Zamierzasz sama prowadzić śledztwo czy dołączyć do policji?
- Nie wiem jak, ale znajdę tego, co to zrobił.
- Przepraszam - przerwał Zayn - możemy skończyć wywiad, potrzebuje porozmawiać z koleżanką.
Po tych słowach brunet złapał mnie za ramie i pociągnął ze sobą odchodząc od dziennikarki.
- Zwariowałaś?
- Mam pozwolić by ta nieudolna policja szukała winnego? Nie znasz tych przypadków, gdy policja szukała winnych kilka lat?
- Znam, ale policja jest od tego, żeby szukać winnego do skutku. Myślisz, że to będzie takie łatwe?
- Nie poddam się, jasne? Nic na tym świecie nie jest łatwe i nadal żyjemy.
- Co mam zrobić, żebyś odpuściła?
- Pomożesz mi go znaleźć?
- Słucham?
- Spytałam, czy pomożesz mi znaleźć tego psychola, który podłożył bombę.
- Ugh Raven. Ten jeden raz.
- Nie spodziewałam się tego.
- Czemu?
- Bo znamy się kilka godzin, a ty zgadzasz się zacząć ze mną śledztwo dotyczące tego, co się stało. Nie wiesz nawet jaka jestem, a zgadzasz się na coś takiego.
- Nie zapominaj, że tam byli też moi przyjaciele. A ty nie jesteś taka zła. Mocne 2 na 10, to nie problem. Od czego chcesz zacząć?
- Chodź do sekretariatu. Szkoła na szczęście nie ucierpiała. Pierwszy i ostatni raz mówię, że to szczęście, że szkole nic się nie stało.
- Co chcesz z sekretariatu?
- Na każdym korytarzu w internacie były kamery. Jeśli przewiniemy wystarczająco daleko w tył zobaczymy, kto podłożył ten tykający złom.
Nie myśląc dużo nad tym, co powiemy i jak zdobędziemy nagrania, ruszyliśmy szybkim krokiem w stronę wejścia. Przecisnąwszy się przez wygłodniałych newsów dziennikarzy dotarliśmy do drzwi sekretariatu. Drzwi były otwarte, co oznaczało, że sekretarka wyszła na chwilę i mamy mało czasu. Przyjrzeliśmy się szybko pomieszczeniu nie wiedząc dokładnie czego mamy szukać.
- Szukaj w każdej szafce i szulfadzie, powinna mieć gdzieś płyty z nagraniami z monitoringu.
Zaczęliśmy otwierać każdą możliwą szafke i szukać jednocześnie kluczy do pozostałych szafek szuflad. Zrobił się wielki bałagan, a płyt nie mogliśmy znaleźć.
- Może ich tu nie ma - rzucił ze stresem w głosie Zayn.
- Nawet tak nie mów! Cholera Zayn, ona wraca!
- Poczekaj otwieram już ostatnią szafkę!
- Pośpiesz się!
- Ugh, jest! Czekaj, coś tu jest...To to! Mamy to!
- Co macie? - odezwał się nagle trzeci głos, który jak się zorientowaliśmy, należał do sekretarki.
Nie czekając ani sekundy bez żadnego sygnału uciekliśmy stamtąd. Słyszeliśmy krzyki sekretarki, żeby nas gonili, ale wszyscy ją ignorowali, a ona sama na szczęście jest zbyt potężna by nas dogonić.
Nie mając gdzie się schować i odtworzyć nagrań, prześlizgnęłam się do portierni po moją walizkę.
Razem z moim bagażem i "poszlaką" w naszym małym śledztwie poszliśmy do najbliższej kawiarenki.
- Daj te płyty. - Powiedziałam włączając laptopa, a chłopak od razu podał mi je. - Zobaczymy, co znaleźliśmy.
Odtwarzając zawartość płyt pokazywały mi się foldery z rocznikami. Na drugiej odtworzonej płycie zobaczyłam folder nazwany naszym rocznikiem. Gdy kliknęłam w ten folder wyskoczyło mi kilka podfolderów z nazwami miesięcy.
- Zayn.
- Co jest? Masz coś?
- Tu nie ma nagrań z tego miesiąca. Ona ich nie zgrała!
- Czyli muszą być na kompie.
- Czyli musimy tam znowu iść! Jak sie tam teraz niby dostaniemy?
- W nocy.
- Słucham?
- Przez okno. Jak wykryjemy tego, co podłożył bombę to nam jeszcze podziękują za wybitą szybę.
- Nie sądziłam, że masz skłonności do wandalizmu.
- Nie mam, ale to jest sytuacja wyjątkowa.
- Oczywiście. Załatwimy to dziś w nocy?
- Tak. Im szybciej tym lepiej.
- Dobra, tylko tak, gdzie będziemy teraz mieszkać? Dyrowi na razie lepiej sie nie pokazywać, a wrócić do domów póki co nie możemy.
- Pieniądze są to i nocleg się znajdzie. Gorzej z moimi rzeczami ugh. Ja ide na podstawowe zakupy dotyczące ubrań, a ty załatw nam pokoje.
- Dobra, masz telefon?
- Na szczęście zawsze mam go przy sobie, co prawda pociągnie jeszcze maks 4 godziny, ale dam rade. Chcesz mój numer, prawda?
- Żeby móc się kontaktować, to oczywiste.
- Dobra to masz, przepisz sobie - szatyn podsunął mi telefon z wyświetlonym numerem.
- Dzięki, zaraz wyśle ci wiadomość to zapiszesz mój i jak skończysz to zadzwoń.
- Ciebie tyczy się to samo.
- Wiem. Do zobaczenia potem - oboje wstali, zapłacili za zamówienia i wyszli rozchodząc się w swoje strony.
sobota, 27 grudnia 2014
Prolog
sobota, dziesiąta wieczorem, hala dyskotekowa
- Nie jestem pewna czy chcę tu być Nat... - powiedziałam do przyjaciółki próbując przekrzyczeć muzykę w tle.
- Nie bądź taka! Masz szansę kogoś poznać! - przekonywała mnie ciągle ciągnąc za sobą w nieznanym kierunku.
- Ale muszę ich poznawać na imprezie..? - westchnęłam lekko.
- Uwierz mi, będzie lepiej niż myślisz!
- Ugh gdzie mogę usiąść?
- Chodź zamówimy drinki i usiądziemy to się rozluźnisz.
Przebiwszy się przez masę ludzi dobiłyśmy się do barku i zamówiłyśmy drinki.
- Smakuje? - Zapytała Nat pokazując mi dłonią wolny stolik w kącie.
- Może być, usiądźmy w końcu.
Po chwili zajęłyśmy wolne miejsca chowając się jednocześnie w strefie wolnej od kolorowych światełek.
- Widzisz tego bruneta? - rozejrzałam się po sali, ale nie miałam nawet pomysłu o którego jej mogło chodzić, bo każdy wyglądał prawie identycznie. - To Dylan. Opowiadałam Ci o nim. Poznałam go kilka lat temu na dodatkowych zajęciach samoobrony, na tych prowadzonych przez Weaklesa, dawał czadu. Jutro Cię z nim poznam, dużo o Tobie słyszał. Muszę do niego iść.
- Idź idź, będę miała szansę stąd uciec.
Nat zmrużyła oczy i zmierzyła mnie wzrokiem.
- Wiem! Mam genialny pomysł!
Tak jak każdy z resztą. - Pomyślałam z sarkazmem.
Nagle Nat sie poderwała i zaczepiła przeciskającego się między ludźmi a naszym stolikiem chłopaka.
- Cześć przystojniaczku, ja jestem Natalie, a to moja przyjaciółka - automatycznie schowałam twarz za dłonią mając nadzieję że samą myślą uciszę tę ekscentryczkę. - Mógłbyś jej chwile popilnować? Muszę gdzieś skoczyć, a ona...
- Sorry, ale nie. - Odpowiedział niskim głosem. - Ale mogę pomóc ci dotrzeć tam gdzie chcesz - dodał z tym głupim zadziornym uśmiechem.
- Ugh, idź już - odrzuciła zaloty pakera i zaczepiła kolejnego imprezowicza.
Na moje szczęście ten nawet się dla niej nie zatrzymał.
Po kolejnych trzech nieudanych razach zaczęło mnie to bawić.
- Ooo ten wygląda na takiego, co się zgodzi!
- No dalej, dalej, zaczepiaj. Chętnie się pośmieję.
- Cześć, mam do ciebie pytanie. Popilnowałbyś mojej przyjaciółki? Potrzebuję gdzieś skoczyć, a ona ch..
- Jasne - zatkało mnie do tego stopnia, że prawie zakrztusiłam się drinkiem - możesz iść.
Chłopak dosiadł się do mnie, lecz usiadł raczej na końcu tej niewygodnej mini-kanapy.
- Dopilnuj żeby nie uciekła.
- Umm ok?
Nat zniknęła w tłumie szukając chłopaka z zajęć Weaklesa, a ja zatopiłam wzrok w kieliszku z resztkami drinka kręcąc w nim różową słomką. Widziałam, że Mulat mi się przygląda, po czym zapytał:
- Czemu właściwie mam cie pilnować byś nie uciekła? - odezwał się przerywając potencjalną cieszę.
- Bo nie mam ochoty tu siedzieć i najchętniej poszłabym do pokoju i się rozpakowała.
- Jesteś w pierwszej klasie?
- Nie, w ostatniej. Zmieniłam szkołę w ostatniej klasie po to, by mieć egzaminy skończone w "lepszej" szkole.
-Wiele już takich było jak ty.
- Nie powiedziałam, że to mój autorski pomysł.
- Skąd przyjechałaś?
- Przedmieścia Nowego Yorku.
- Ciemna strona Ameryki?
- To nie Brooklyn.
- Um tak wiem, miało wyjść zabawniej. Też stamtąd jestem.
Przewróciłam oczami i dopiłam pomarańczowy "rozluźniacz",
- Przepraszam, ale nie mam humoru.
- Nie ma sprawy, szczerze mówiąc to też nie uśmiecha mi się siedzenie tutaj.
- No to chodź.
- Co?
- Chodź no, uciekniemy i poprawi nam się humor! Przecież skoro oboje nie chcemy tu siedzieć, a skoro ty mnie pilnujesz..chodź.
- No dobra..
Wyszłam zza stolika, załapałam chłopaka na przedramię i zaczęłam kierować się ku wyjściu.
W pewnych momentach jedyną świadomość tego, że nie uciekam sama dawało mi to, że wciąż trzymałam jego rękę, bo nieraz traciłam go z oczu.
Dopiero przy świetle lamp przed wejściem mogłam go naprawdę zobaczyć.
Takie 8/10.
- Przyglądasz mi się.
- Chce wiedzieć komu pomogłam się uwolnić z tej skaczącej rudery.
- I jak? - zapytał pozując na mięśniaka, co sprawiło, że po raz pierwszy usmiechnęłam się tego wieczoru.
- Mocne 2/10.
- Czyli mamy podobne zdanie o sobie - odpowiedział i mrugnął do mnie. - Co teraz?
- Możemy się rozejść.
- Słyszysz to?
- Nie słyszę nic poza dudnieniem techno.
- Wsłuchaj się - rozejrzał się - dobra, chyba wszystko jest ok. Masz już walizkę u siebie?
- Nie, nadal czeka w portierni szkoły.
W jednej sekundzie coś sprawiło, że straciłam słuch na kilka sekund. Rozejrzałam się i zobaczyłam zawalający się budynek internatu. Ściany łamały się w 1/3 wysokości, a górna część przechylała się w stronę hali. Budynek nie był bardzo wysoki, więc nie zawalił się na całą halę. Po kilku sekundach słyszeliśmy tylko krzyki z hali.
- Dzwoń po pomoc! - Krzyknęłam do bruneta.
- Dobra, ja dzwonię po pogotowie, a ty na straż!
Po 10 minutach na miejscu były wszystkie potrzebne służby i rozpoczynali akcję ratowniczą.
- Nie jestem pewna czy chcę tu być Nat... - powiedziałam do przyjaciółki próbując przekrzyczeć muzykę w tle.
- Nie bądź taka! Masz szansę kogoś poznać! - przekonywała mnie ciągle ciągnąc za sobą w nieznanym kierunku.
- Ale muszę ich poznawać na imprezie..? - westchnęłam lekko.
- Uwierz mi, będzie lepiej niż myślisz!
- Ugh gdzie mogę usiąść?
- Chodź zamówimy drinki i usiądziemy to się rozluźnisz.
Przebiwszy się przez masę ludzi dobiłyśmy się do barku i zamówiłyśmy drinki.
- Smakuje? - Zapytała Nat pokazując mi dłonią wolny stolik w kącie.
- Może być, usiądźmy w końcu.
Po chwili zajęłyśmy wolne miejsca chowając się jednocześnie w strefie wolnej od kolorowych światełek.
- Widzisz tego bruneta? - rozejrzałam się po sali, ale nie miałam nawet pomysłu o którego jej mogło chodzić, bo każdy wyglądał prawie identycznie. - To Dylan. Opowiadałam Ci o nim. Poznałam go kilka lat temu na dodatkowych zajęciach samoobrony, na tych prowadzonych przez Weaklesa, dawał czadu. Jutro Cię z nim poznam, dużo o Tobie słyszał. Muszę do niego iść.
- Idź idź, będę miała szansę stąd uciec.
Nat zmrużyła oczy i zmierzyła mnie wzrokiem.
- Wiem! Mam genialny pomysł!
Tak jak każdy z resztą. - Pomyślałam z sarkazmem.
Nagle Nat sie poderwała i zaczepiła przeciskającego się między ludźmi a naszym stolikiem chłopaka.
- Cześć przystojniaczku, ja jestem Natalie, a to moja przyjaciółka - automatycznie schowałam twarz za dłonią mając nadzieję że samą myślą uciszę tę ekscentryczkę. - Mógłbyś jej chwile popilnować? Muszę gdzieś skoczyć, a ona...
- Sorry, ale nie. - Odpowiedział niskim głosem. - Ale mogę pomóc ci dotrzeć tam gdzie chcesz - dodał z tym głupim zadziornym uśmiechem.
- Ugh, idź już - odrzuciła zaloty pakera i zaczepiła kolejnego imprezowicza.
Na moje szczęście ten nawet się dla niej nie zatrzymał.
Po kolejnych trzech nieudanych razach zaczęło mnie to bawić.
- Ooo ten wygląda na takiego, co się zgodzi!
- No dalej, dalej, zaczepiaj. Chętnie się pośmieję.
- Cześć, mam do ciebie pytanie. Popilnowałbyś mojej przyjaciółki? Potrzebuję gdzieś skoczyć, a ona ch..
- Jasne - zatkało mnie do tego stopnia, że prawie zakrztusiłam się drinkiem - możesz iść.
Chłopak dosiadł się do mnie, lecz usiadł raczej na końcu tej niewygodnej mini-kanapy.
- Dopilnuj żeby nie uciekła.
- Umm ok?
Nat zniknęła w tłumie szukając chłopaka z zajęć Weaklesa, a ja zatopiłam wzrok w kieliszku z resztkami drinka kręcąc w nim różową słomką. Widziałam, że Mulat mi się przygląda, po czym zapytał:
- Czemu właściwie mam cie pilnować byś nie uciekła? - odezwał się przerywając potencjalną cieszę.
- Bo nie mam ochoty tu siedzieć i najchętniej poszłabym do pokoju i się rozpakowała.
- Jesteś w pierwszej klasie?
- Nie, w ostatniej. Zmieniłam szkołę w ostatniej klasie po to, by mieć egzaminy skończone w "lepszej" szkole.
-Wiele już takich było jak ty.
- Nie powiedziałam, że to mój autorski pomysł.
- Skąd przyjechałaś?
- Przedmieścia Nowego Yorku.
- Ciemna strona Ameryki?
- To nie Brooklyn.
- Um tak wiem, miało wyjść zabawniej. Też stamtąd jestem.
Przewróciłam oczami i dopiłam pomarańczowy "rozluźniacz",
- Przepraszam, ale nie mam humoru.
- Nie ma sprawy, szczerze mówiąc to też nie uśmiecha mi się siedzenie tutaj.
- No to chodź.
- Co?
- Chodź no, uciekniemy i poprawi nam się humor! Przecież skoro oboje nie chcemy tu siedzieć, a skoro ty mnie pilnujesz..chodź.
- No dobra..
Wyszłam zza stolika, załapałam chłopaka na przedramię i zaczęłam kierować się ku wyjściu.
W pewnych momentach jedyną świadomość tego, że nie uciekam sama dawało mi to, że wciąż trzymałam jego rękę, bo nieraz traciłam go z oczu.
Dopiero przy świetle lamp przed wejściem mogłam go naprawdę zobaczyć.
Takie 8/10.
- Przyglądasz mi się.
- Chce wiedzieć komu pomogłam się uwolnić z tej skaczącej rudery.
- I jak? - zapytał pozując na mięśniaka, co sprawiło, że po raz pierwszy usmiechnęłam się tego wieczoru.
- Mocne 2/10.
- Czyli mamy podobne zdanie o sobie - odpowiedział i mrugnął do mnie. - Co teraz?
- Możemy się rozejść.
- Słyszysz to?
- Nie słyszę nic poza dudnieniem techno.
- Wsłuchaj się - rozejrzał się - dobra, chyba wszystko jest ok. Masz już walizkę u siebie?
- Nie, nadal czeka w portierni szkoły.
W jednej sekundzie coś sprawiło, że straciłam słuch na kilka sekund. Rozejrzałam się i zobaczyłam zawalający się budynek internatu. Ściany łamały się w 1/3 wysokości, a górna część przechylała się w stronę hali. Budynek nie był bardzo wysoki, więc nie zawalił się na całą halę. Po kilku sekundach słyszeliśmy tylko krzyki z hali.
- Dzwoń po pomoc! - Krzyknęłam do bruneta.
- Dobra, ja dzwonię po pogotowie, a ty na straż!
Po 10 minutach na miejscu były wszystkie potrzebne służby i rozpoczynali akcję ratowniczą.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)