sobota, dziesiąta wieczorem, hala dyskotekowa
- Nie jestem pewna czy chcę tu być Nat... - powiedziałam do przyjaciółki próbując przekrzyczeć muzykę w tle.
- Nie bądź taka! Masz szansę kogoś poznać! - przekonywała mnie ciągle ciągnąc za sobą w nieznanym kierunku.
- Ale muszę ich poznawać na imprezie..? - westchnęłam lekko.
- Uwierz mi, będzie lepiej niż myślisz!
- Ugh gdzie mogę usiąść?
- Chodź zamówimy drinki i usiądziemy to się rozluźnisz.
Przebiwszy się przez masę ludzi dobiłyśmy się do barku i zamówiłyśmy drinki.
- Smakuje? - Zapytała Nat pokazując mi dłonią wolny stolik w kącie.
- Może być, usiądźmy w końcu.
Po chwili zajęłyśmy wolne miejsca chowając się jednocześnie w strefie wolnej od kolorowych światełek.
- Widzisz tego bruneta? - rozejrzałam się po sali, ale nie miałam nawet pomysłu o którego jej mogło chodzić, bo każdy wyglądał prawie identycznie. - To Dylan. Opowiadałam Ci o nim. Poznałam go kilka lat temu na dodatkowych zajęciach samoobrony, na tych prowadzonych przez Weaklesa, dawał czadu. Jutro Cię z nim poznam, dużo o Tobie słyszał. Muszę do niego iść.
- Idź idź, będę miała szansę stąd uciec.
Nat zmrużyła oczy i zmierzyła mnie wzrokiem.
- Wiem! Mam genialny pomysł!
Tak jak każdy z resztą. - Pomyślałam z sarkazmem.
Nagle Nat sie poderwała i zaczepiła przeciskającego się między ludźmi a naszym stolikiem chłopaka.
- Cześć przystojniaczku, ja jestem Natalie, a to moja przyjaciółka - automatycznie schowałam twarz za dłonią mając nadzieję że samą myślą uciszę tę ekscentryczkę. - Mógłbyś jej chwile popilnować? Muszę gdzieś skoczyć, a ona...
- Sorry, ale nie. - Odpowiedział niskim głosem. - Ale mogę pomóc ci dotrzeć tam gdzie chcesz - dodał z tym głupim zadziornym uśmiechem.
- Ugh, idź już - odrzuciła zaloty pakera i zaczepiła kolejnego imprezowicza.
Na moje szczęście ten nawet się dla niej nie zatrzymał.
Po kolejnych trzech nieudanych razach zaczęło mnie to bawić.
- Ooo ten wygląda na takiego, co się zgodzi!
- No dalej, dalej, zaczepiaj. Chętnie się pośmieję.
- Cześć, mam do ciebie pytanie. Popilnowałbyś mojej przyjaciółki? Potrzebuję gdzieś skoczyć, a ona ch..
- Jasne - zatkało mnie do tego stopnia, że prawie zakrztusiłam się drinkiem - możesz iść.
Chłopak dosiadł się do mnie, lecz usiadł raczej na końcu tej niewygodnej mini-kanapy.
- Dopilnuj żeby nie uciekła.
- Umm ok?
Nat zniknęła w tłumie szukając chłopaka z zajęć Weaklesa, a ja zatopiłam wzrok w kieliszku z resztkami drinka kręcąc w nim różową słomką. Widziałam, że Mulat mi się przygląda, po czym zapytał:
- Czemu właściwie mam cie pilnować byś nie uciekła? - odezwał się przerywając potencjalną cieszę.
- Bo nie mam ochoty tu siedzieć i najchętniej poszłabym do pokoju i się rozpakowała.
- Jesteś w pierwszej klasie?
- Nie, w ostatniej. Zmieniłam szkołę w ostatniej klasie po to, by mieć egzaminy skończone w "lepszej" szkole.
-Wiele już takich było jak ty.
- Nie powiedziałam, że to mój autorski pomysł.
- Skąd przyjechałaś?
- Przedmieścia Nowego Yorku.
- Ciemna strona Ameryki?
- To nie Brooklyn.
- Um tak wiem, miało wyjść zabawniej. Też stamtąd jestem.
Przewróciłam oczami i dopiłam pomarańczowy "rozluźniacz",
- Przepraszam, ale nie mam humoru.
- Nie ma sprawy, szczerze mówiąc to też nie uśmiecha mi się siedzenie tutaj.
- No to chodź.
- Co?
- Chodź no, uciekniemy i poprawi nam się humor! Przecież skoro oboje nie chcemy tu siedzieć, a skoro ty mnie pilnujesz..chodź.
- No dobra..
Wyszłam zza stolika, załapałam chłopaka na przedramię i zaczęłam kierować się ku wyjściu.
W pewnych momentach jedyną świadomość tego, że nie uciekam sama dawało mi to, że wciąż trzymałam jego rękę, bo nieraz traciłam go z oczu.
Dopiero przy świetle lamp przed wejściem mogłam go naprawdę zobaczyć.
Takie 8/10.
- Przyglądasz mi się.
- Chce wiedzieć komu pomogłam się uwolnić z tej skaczącej rudery.
- I jak? - zapytał pozując na mięśniaka, co sprawiło, że po raz pierwszy usmiechnęłam się tego wieczoru.
- Mocne 2/10.
- Czyli mamy podobne zdanie o sobie - odpowiedział i mrugnął do mnie. - Co teraz?
- Możemy się rozejść.
- Słyszysz to?
- Nie słyszę nic poza dudnieniem techno.
- Wsłuchaj się - rozejrzał się - dobra, chyba wszystko jest ok. Masz już walizkę u siebie?
- Nie, nadal czeka w portierni szkoły.
W jednej sekundzie coś sprawiło, że straciłam słuch na kilka sekund. Rozejrzałam się i zobaczyłam zawalający się budynek internatu. Ściany łamały się w 1/3 wysokości, a górna część przechylała się w stronę hali. Budynek nie był bardzo wysoki, więc nie zawalił się na całą halę. Po kilku sekundach słyszeliśmy tylko krzyki z hali.
- Dzwoń po pomoc! - Krzyknęłam do bruneta.
- Dobra, ja dzwonię po pogotowie, a ty na straż!
Po 10 minutach na miejscu były wszystkie potrzebne służby i rozpoczynali akcję ratowniczą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz